czwartek, 06 sierpień 2026 14:13

Nowe obszary odpowiedzialności biznesu: od danych ESG do decyzji w łańcuchu wartości - wywiad z Anną Maschke

Pierwsze doświadczenia przedsiębiorstw z raportowaniem zgodnym z CSRD pokazują, że największym wyzwaniem nie jest już samo pozyskanie danych ESG, lecz wykorzystanie ich w codziennym zarządzaniu. Z globalnego badania PwC – Global Sustainability Reporting Survey wynika, że ponad dwie trzecie firm dostrzega wartość raportowania wykraczającą poza spełnienie obowiązków regulacyjnych – dane ESG coraz częściej wspierają zarządzanie ryzykiem, strategię oraz decyzje dotyczące łańcucha wartości. To właśnie w tym kontekście rośnie znaczenie należytej staranności, która z narzędzia compliance staje się elementem budowania odporności biznesu. O tym, jak zmienia się podejście organizacji do ESG i due diligence, rozmawiamy z ekspertką ESG PCDK Group.

Katarzyna Kołbuś: Wokół ESG pojawia się dziś wiele sprzecznych sygnałów. Jedni mówią o deregulacji i ograniczaniu obowiązków, inni przekonują, że wymagania wobec firm będą rosły. Która z tych ocen jest bliższa prawdy?

Anna Maschke: Mam wrażenie, że dyskusja o przyszłości ESG zbyt często sprowadza się dziś do pytania, czy obowiązków będzie więcej, czy mniej. Tymczasem najważniejsza zmiana zachodzi gdzie indziej. O konkurencyjności przedsiębiorstw będą decydować jakość decyzji zarządczych oraz umiejętność rozpoznawania i ograniczania ryzyk w całym łańcuchu wartości. W tym właśnie kierunku ewoluują zarówno europejskie regulacje, jak i oczekiwania rynku.

Pakiet Omnibus rzeczywiście zakłada ograniczenie części obowiązków sprawozdawczych oraz zmniejszenie liczby przedsiębiorstw objętych obowiązkowym raportowaniem. Trudno jednak interpretować te zmiany jako odejście od celów Europejskiego Zielonego Ładu. Komisja Europejska konsekwentnie podkreśla, że ich celem jest uproszczenie przepisów i zmniejszenie obciążeń administracyjnych przy zachowaniu kierunku transformacji europejskiej gospodarki.

W praktyce o tempie zmian decydują dziś również uczestnicy rynku. Informacje dotyczące emisji gazów cieplarnianych, bezpieczeństwa pracy, praw człowieka czy odporności łańcuchów dostaw wykorzystują banki przy ocenie ryzyka kredytowego, inwestorzy podczas podejmowania decyzji kapitałowych, ubezpieczyciele, a także duzi kontrahenci kwalifikujący swoich dostawców. Transparentność i odpowiedzialność są więc elementem relacji biznesowych oraz warunkiem budowania zaufania między partnerami.

ESG wkracza dziś w bardziej dojrzały etap rozwoju. Kilka lat temu głównym wyzwaniem było uporządkowanie danych i przygotowanie organizacji do raportowania. Obecnie uwaga zarządów koncentruje się na wykorzystaniu tych informacji w procesach zakupowych, inwestycyjnych i strategicznych, a także w zarządzaniu ryzykiem i odpornością przedsiębiorstwa. To naturalna ewolucja – od gromadzenia danych do świadomego wykorzystywania ich w codziennym zarządzaniu.

KK: Jak wspomniałaś, pakiet Omnibus ogranicza liczbę przedsiębiorstw objętych obowiązkiem raportowania. Wielu właścicieli firm z sektora MŚP odetchnęło z ulgą. Czy rzeczywiście mogą uznać, że ESG przestało ich dotyczyć?

AM: To jeden z najbardziej mylących wniosków w obecnej debacie. Zakres obowiązków prawnych rzeczywiście może się zmniejszyć, jednak presja informacyjna i oczekiwania biznesowe pozostają na wysokim poziomie.

Małe i średnie przedsiębiorstwa funkcjonują w rozbudowanych ekosystemach gospodarczych. Są elementem łańcuchów dostaw, współpracują z instytucjami finansowymi i dużymi organizacjami, które coraz częściej wymagają danych dotyczących wpływu środowiskowego, warunków pracy czy zarządzania ryzykiem.

Warto rozróżnić dwie kwestie: obowiązek raportowania wynikający z przepisów oraz zapotrzebowanie na dane ESG wynikające z relacji rynkowych. Nawet firmy, które nie podlegają CSRD, w praktyce otrzymują od partnerów biznesowych szczegółowe kwestionariusze i ankiety.

W tym kontekście istotne znaczenie zyskuje standard VSME opracowany przez EFRAG. Jego rolą nie jest tworzenie dodatkowych wymagań, lecz uporządkowanie sposobu wymiany informacji pomiędzy dużymi firmami a sektorem MŚP. Dzięki temu możliwe jest ograniczenie liczby różnych formularzy i zwiększenie porównywalności danych.

Z perspektywy przedsiębiorcy kluczowe staje się więc inne pytanie: jakie informacje będą potrzebne moim klientom i partnerom w najbliższych latach? Odpowiedź na nie w coraz większym stopniu wpływa na pozycję konkurencyjną firmy.

KK: Pociągnijmy zatem ten wątek... W dyskusji o ESG coraz częściej pojawia się pojęcie należytej staranności (due diligence). Czy można powiedzieć, że to kolejny etap po raportowaniu ESG – bardziej operacyjny i bliższy realnym decyzjom biznesowym?

AM: To bardzo trafne ujęcie – i rzeczywiście można je czytać jako naturalne przejście do kolejnego etapu. Warto jednak doprecyzować, że nie jest to proste rozwinięcie systemu ESG, ale raczej przesunięcie akcentu w sposobie myślenia o odpowiedzialności biznesu.

Dotychczasowe podejście koncentrowało się na porządkowaniu informacji – na tym, co organizacja wie o swoim wpływie. Należyta staranność przesuwa akcent na zdolność wykorzystania tej wiedzy w praktyce zarządczej.

Różnica jest istotna. W podejściu due diligence kluczowe znaczenie mają procesy identyfikowania ryzyk w obszarach ESG oraz ich ograniczania w kontekście samej organizacji, jak i w całym jej łańcuchu wartości – od surowców, przez produkcję, aż po dystrybucję i użytkowanie produktów.

Kierunek ten wynika zarówno z regulacji (w tym CSDDD), jak i z dłuższego trendu obecnego w wytycznych OECD, które traktują należytą staranność jako proces ciągły. Obejmuje on identyfikację ryzyk, ich ocenę, działania zapobiegawcze oraz monitoring efektów.

W rezultacie ESG coraz częściej integrowane jest jako część zarządzania operacyjnego. W szczególności w branżach o złożonych łańcuchach dostaw dane ESG są wykorzystywane w codziennych decyzjach zakupowych, kontraktowych i inwestycyjnych.

Raportowanie pełniło dotąd funkcję porządkującą i diagnostyczną. Należyta staranność rozwija ten obszar, nadając mu wymiar decyzyjny i operacyjny.

KK: Należyta staranność obejmuje identyfikację i ograniczanie ryzyk zarówno we własnej działalności przedsiębiorstwa, jak i w całym łańcuchu wartości. To właśnie ten drugi obszar budzi dziś najwięcej pytań, bo firmy mają nad nim znacznie mniejszą kontrolę niż nad tym, co robią w obszarze swojej działalności. Jak w praktyce prowadzić należytą staranność w relacjach z dostawcami i partnerami biznesowymi? Jak wygląda to „od kuchni” – nie na poziomie regulacji, tylko realnych działań przedsiębiorstwa?

AM: Przede wszystkim należyta staranność wymaga ustalenia jasnych zasad działania wewnątrz organizacji. Firma powinna określić, jakie ryzyka uznaje za istotne, kto odpowiada za ich identyfikację i monitorowanie oraz jakie standardy obowiązują przy wyborze i ocenie dostawców. Bez takich ram trudno mówić o spójnym procesie zarządzania ryzykiem.

Kolejnym krokiem jest mapowanie łańcucha wartości i przeprowadzenie analizy ryzyk. W praktyce oznacza to zidentyfikowanie kluczowych dostawców i procesów, określenie, gdzie mogą występować negatywne oddziaływania środowiskowe, społeczne lub związane z ładem organizacyjnym, a następnie ocenę, które z nich mają największe znaczenie z perspektywy działalności przedsiębiorstwa. Dopiero na tej podstawie warto zwracać się do dostawców o konkretne informacje – najlepiej wykorzystując proste i ustandaryzowane narzędzia, które pozwalają porównywać dane i ograniczają obciążenia administracyjne.

Sama identyfikacja ryzyk nie kończy jednak procesu. Jeżeli firma dostrzeże obszary wymagające poprawy, powinna podjąć odpowiednie działania – od wspólnego wypracowania planu naprawczego z dostawcą, przez dodatkową weryfikację, aż po zakończenie współpracy, jeśli ryzyka są zbyt poważne lub partner nie podejmuje działań naprawczych. Równie ważne jest późniejsze monitorowanie skuteczności podjętych działań i regularna aktualizacja oceny ryzyka.

To właśnie dlatego należyta staranność jest procesem ciągłym. Nie polega na jednorazowym zebraniu danych, ale na systematycznym zarządzaniu ryzykiem w całym łańcuchu wartości.

KK: Jakiego rodzaju informacje firmy będą musiały pozyskiwać od swoich dostawców, aby wykazać należytą staranność i realnie zarządzać ryzykiem w łańcuchu dostaw?

AM: Nie istnieje uniwersalna lista informacji, o które każda firma powinna pytać swoich dostawców. Zakres danych zawsze wynika z charakteru działalności przedsiębiorstwa, specyfiki branży oraz ryzyk zidentyfikowanych w procesie należytej staranności. Innych informacji będzie potrzebował producent żywności, innych firma budowlana, a jeszcze innych przedsiębiorstwo technologiczne czy instytucja finansowa. W praktyce organizacje najczęściej rozpoczynają od kilku podstawowych obszarów, które stanowią punkt wyjścia do dalszego doprecyzowania w zależności od ryzyka.

Pierwszy dotyczy wpływu na środowisko. W zależności od branży mogą to być m.in. emisje gazów cieplarnianych (Scope 1 i 2, a w wielu przypadkach również Scope 3), zużycie energii elektrycznej i cieplnej, udział energii ze źródeł odnawialnych, zużycie wody, sposób gospodarowania odpadami (np. poziom recyklingu, odpady niebezpieczne, odpady produkcyjne). W sektorach surowcowych lub przetwórczych istotne bywają również dane o pochodzeniu surowców i śladzie środowiskowym dostaw.

Drugi obszar obejmuje kwestie społeczne. W praktyce są to m.in. warunki pracy w zakładach produkcyjnych, poziom wynagrodzeń, czas pracy, wskaźniki bezpieczeństwa (np. liczba wypadków przy pracy), dostęp do szkoleń, struktura zatrudnienia (np. udział pracowników tymczasowych lub podwykonawców) oraz funkcjonowanie mechanizmów zgłaszania nieprawidłowości i ochrony praw człowieka. W bardziej narażonych łańcuchach dostaw pojawiają się także informacje o audytach społecznych czy wynikach kontroli zewnętrznych.

Trzeci obszar dotyczy ładu organizacyjnego i zgodności. Obejmuje on m.in. istnienie kodeksów etycznych, polityk antykorupcyjnych, procedur compliance, sposobu zarządzania ryzykiem, mechanizmów kontroli wewnętrznej oraz informacji o incydentach naruszeń regulacji lub standardów etycznych. W relacjach biznesowych istotne bywają także dane dotyczące struktury własnościowej czy powiązań kapitałowych.

Jednocześnie kluczowe jest to, że powyższy zestaw ma charakter bazowy, a nie uniwersalny. Rzeczywisty zakres danych zawsze powinien wynikać z analizy ryzyk. Przykładowo: firma z branży spożywczej będzie koncentrować się na bezpieczeństwie żywności i pochodzeniu surowców, branża budowlana na bezpieczeństwie pracy i materiałach, a sektor IT na łańcuchu dostaw elektroniki, zużyciu energii w centrach danych czy warunkach pracy w produkcji komponentów.

Właśnie dlatego coraz większe znaczenie zyskują standardy wymiany informacji, takie jak VSME, które porządkują podstawowy zakres danych i ułatwiają dialog między dużymi firmami a MŚP. Nie zastępują one analizy ryzyka, ale stanowią jej praktyczny punkt wyjścia.

W rezultacie celem nie jest stworzenie jednej listy danych ESG dla wszystkich, lecz zbudowanie systemu, w którym informacje są adekwatne do ryzyk, porównywalne i rzeczywiście wykorzystywane w decyzjach biznesowych.

KK: A czy możemy określić, jakie błędy najczęściej popełniają przedsiębiorcy, którzy po raz pierwszy mierzą się z obowiązkami związanymi z należytą starannością i zarządzaniem ESG w łańcuchu dostaw?

AM: Najczęstszy błąd polega na traktowaniu należytej staranności jako projektu do wdrożenia i zamknięcia. W praktyce jest to proces zarządczy o charakterze ciągłym.

Drugim problemem jest nadmierna komplikacja systemu na wczesnym etapie. Firmy często tworzą rozbudowane ankiety ESG bez wcześniejszego określenia, które ryzyka są dla nich istotne. Skutkiem jest niska jakość danych i przeciążenie dostawców.

Trzecim błędem jest brak powiązania danych z decyzjami biznesowymi. Zebrane informacje nie są wykorzystywane w zakupach, zarządzaniu ryzykiem ani w renegocjacjach kontraktów.

Czwartym problemem jest niedostateczne uwzględnienie możliwości dostawców, szczególnie z sektora MŚP. Bez uproszczenia narzędzi i wsparcia proces pozyskiwania danych traci skuteczność.

Piąty błąd dotyczy koncentracji na formalnej zgodności zamiast na realnym zarządzaniu ryzykiem. Kluczowe znaczenie ma identyfikacja rzeczywistych punktów ryzyka i mechanizmów ich ograniczania.

W praktyce największą różnicę robi nie zestaw narzędzi, lecz sposób ich wykorzystania w organizacji.

KK: W dyskusji o ESG i należytej staranności często pojawia się również wątek kosztów – dodatkowych obowiązków, systemów, danych czy audytów. Czy wdrożenie zasad due diligence można traktować wyłącznie jako obciążenie dla firm?

AM: Postrzeganie wdrożeń systemowych w obszarze należytej staranności i ESG wyłącznie w kategoriach kosztów wynika często z niezrozumienia ich rzeczywistej funkcji w zarządzaniu przedsiębiorstwem. Nie chodzi tu o dodatkową warstwę obowiązków administracyjnych, lecz o sposób identyfikowania i minimalizacji ryzyk, które i tak istnieją w modelu biznesowym – często poza bezpośrednią widocznością firmy.

W praktyce największą wartością należytej staranności jest ograniczenie tzw. „ryzyk niewidzialnych”, czyli takich, które nie pojawiają się w codziennych raportach operacyjnych, ale materializują się w najmniej oczekiwanym momencie – na przykład gdy kluczowy dostawca przestaje spełniać standardy pracy, pojawia się problem z pochodzeniem surowców albo nagle zmieniają się warunki produkcji w kraju dostaw.

Dla wielu firm tego typu podejście działa jak system wczesnego ostrzegania. Nie tyle zwiększa liczbę formalnych obowiązków, co poprawia widoczność tego, co już dzieje się w łańcuchu wartości – a co wcześniej pozostawało poza polem decyzyjnym.

W tym sensie kosztem nie jest samo wdrożenie procesów, lecz sytuacje, w których firma dowiaduje się o ryzyku dopiero wtedy, gdy ma ono już bezpośredni wpływ na działalność operacyjną lub finansową. W praktyce większym kosztem bywa brak wczesnego rozpoznania ryzyka niż samo wdrożenie procesu jego identyfikacji, czy utrzymanie monitorowania.

KK: Jakie działania warto podjąć już dziś, aby przygotować organizację na rosnące wymagania dotyczące odpowiedzialności za łańcuch dostaw i należytej staranności?

AM: Największym wyzwaniem dla firm jest dziś tempo, w jakim wymagania dotyczące należytej staranności i ESG przenikają do realnych procesów biznesowych. Zdolność adaptacji buduje przewagę konkurencyjną i w coraz większym stopniu różnicuje organizacje na rynku.

Pierwszym krokiem jest uporządkowanie wiedzy o łańcuchu wartości – nie tylko w odniesieniu do bezpośrednich dostawców, ale także do miejsc, w których powstają kluczowe ryzyka środowiskowe, społeczne i operacyjne. Bez tego firma działa w warunkach ograniczonej widoczności, co utrudnia zarządzanie ryzykiem.

Drugim elementem jest stworzenie podstawowego, spójnego zestawu danych dostosowanego do realnych potrzeb organizacji oraz jej relacji biznesowych. Nie chodzi o maksymalizację liczby wskaźników, ale o ich użyteczność w podejmowaniu decyzji.

Trzecim krokiem jest integracja tych danych z procesami decyzyjnymi, szczególnie w obszarach zakupów, finansów i zarządzania ryzykiem. Informacje powinny trafiać tam, gdzie faktycznie zapadają decyzje, a nie funkcjonować równolegle jako osobny system raportowy.

Ostatecznie kluczowe znaczenie ma zmiana perspektywy organizacyjnej. Traktowanie należytej staranności i ESG jako zewnętrznego wymogu regulacyjnego prowadzi do powierzchownego wdrożenia i ograniczonej użyteczności tych procesów. W praktyce mogą to być użyteczne narzędzia porządkowania ryzyk i budowania stabilności biznesu w coraz bardziej złożonym otoczeniu rynkowym. To właśnie w tym sensie stają się elementem efektywnego, przewidywalnego zarządzania przedsiębiorstwem.

To jest fragment publikacji. Załóż darmowe konto i czytaj bezpłatnie całość: https://app.pcdk.pl/Account/Register

Poznaj najbliższe szkolenia z zakresu ESG

Masz pytania odnośnie kadr i płac?

kinga szostak

Kinga Szostak

Partner

tel: +48 690 017 216
email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

Umów się na spotkanie online z ekspertem

 

Zostaw nam swoje dane, oddzwonimy

  Refresh Captcha